Blog założycielki marki No Pewnie

Jesienne słońce, włoska kawa i… limonkowa marynarka

Kiedy pierwszy raz pomyślałam o jesiennym wyjeździe nad Gardę, od razu wiedziałam, że chcę zabrać coś wyjątkowego. Włoska jesień to przecież nie tylko ciepłe światło i zapach espresso unoszący się nad jeziorem, ale też ta niesamowita lekkość stylu – kobiety w płaszczach, które wyglądają jakby zostały stworzone do spacerów w słońcu, a nie do chronienia przed deszczem.

Z tej wizji narodził się pomysł na moją nową, ciepłą, wełnianą marynarkę. Tyle że… marynarkę trochę inną niż zwykle. Taką, która łączy elegancję z praktycznością, i z powodzeniem może zastąpić kurtkę.


Limonkowy blask wśród jesiennych barw

Kiedy większość garderoby powoli zanurza się w odcieniach beżu, brązu i szarości, ja zapragnęłam koloru, który rozświetli te dni. Tak narodziła się limonkowa marynarka z wełny – odważna, świeża i niezwykle energetyczna.

Ten kolor ma w sobie coś magicznego. Włoskie słońce odbija się od niego tak, że nawet najzwyklejszy spacer po promenadzie nad Gardą staje się pokazem mody. Limonka pięknie kontrastuje z błękitem nieba i spokojną taflą jeziora, a wieczorem, przy kieliszku prosecco, wygląda po prostu bosko.


Marynarka, która stała się kurtką

Zaprojektowałam ją tak, by była ciepła, ale lekka. Z miękkiej, przyjemnej wełny, która otula, ale nie przytłacza. Krój jest klasyczny – lekko oversize, z wyraźnymi ramionami, które dodają sylwetce struktury. To ten typ marynarki, którą możesz założyć do jeansów i mokasynów, ale też na sukienkę w kwiaty.

Podczas podróży sprawdziła się idealnie – rano otulała mnie, gdy piłam kawę na tarasie, a wieczorem chroniła przed chłodem, gdy spacerowałam po wąskich uliczkach Limone sul Garda. Okazała się lepsza niż kurtka, bo miała w sobie coś z włoskiej nonszalancji – ten luz, który sprawia, że stylizacja wygląda naturalnie, nieprzesadnie.


Moda z sercem i wspomnieniem

Nie ukrywam – projektując tę marynarkę, myślałam o Włoszech. O ich podejściu do życia, gdzie moda jest sposobem na wyrażenie siebie, a nie obowiązkiem. Chciałam stworzyć coś, co będzie miało duszę – ubranie, które niesie wspomnienie podróży, zapach kawy i dźwięk fal.

I właśnie taka jest ta marynarka – ciepła, wyjątkowa i pełna energii. Idealna na jesienne dni, gdy chcemy poczuć trochę słońca, nawet jeśli za oknem szaruga.


Jeśli jesień, to tylko z limonką

Dziś, kiedy patrzę na nią w mojej szafie, mam wrażenie, że trzymam kawałek włoskiego nieba. Bo przecież moda to nie tylko tkanina i krój – to emocje, które w niej zostają.

A jeśli w tym sezonie miałabym polecić jedno ubranie, które naprawdę poprawia nastrój, to byłaby to właśnie ta limonkowa, wełniana marynarka. Bo kto powiedział, że jesień nie może być pełna koloru?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *